To kiedyś musiało – 21

To kiedyś musiało się stać. Stara gwardia odeszła na emeryturę i ster rządów w firmach i urzędach przejęli młodzi. Przynajmniej tacy, którzy uważali się za młodych. O dziwo, w kierowanych przez nich firmach niewiele się zmieniło, a prawdziwi młodzi (tak jak oni kiedyś) marzyli, żeby szefowie przeszli na emerytury i zwolnili dla nich miejsca

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 244

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do środka. Rozejrzała się niepewnie. W rogu zauważyła znajomą postać. „Ojej, to znowu on” – pomyślała w panice. Chciała wyjść, ale przeszkodziła jej grupa osób, które hurmem wdarły się do lokalu. Została zepchnięta w ciemny kąt, właśnie ten, którego chciała uniknąć.

– Dzień dobry księżniczko, miło mi znowu panią widzieć – usłyszała znienawidzony głos kamerdynera jej ojca.

Mężczyzna rozejrzał się po sali i z troską powiedział:

– Robi się niebezpiecznie, wyjdźmy po angielsku.

Poprowadził ją służbowym wyjściem na podwórko, na którym czekała już limuzyna. Przyjaźnie skinął głową kelnerowi, który ich eskortował.

Czemu mi przeszkadzasz? Chcę w końcu przeżyć moją własną przygodę.

– Masz rację księżniczko. Tu jednak było niebezpiecznie – odezwał się ze spokojem.

Zanim ruszyli, usłyszeli wybuch i strzały dobiegające z lokalu.

Młoda kobieta wzdrygnęła się i cicho powiedziała:

Przepraszam, znowu miałeś rację.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 243

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła. Zobaczyła przestronny lokal. Pomyślała, że restauracja zasługiwała na wszystkie gwiazdki, którymi się chwaliła. Wnętrze było wspaniałe, a jedzenie cudowne. Kobieta w swoim zeszyciku zapisywała potrawy i uwagi. Jutro opisze lokal na swoim blogu. Koniecznie chciała znaleźć coś, co mogłaby skrytykować. Niestety, wszystko zasługiwało na pochwałę. Trochę markotna poszła do łazienki i tu wreszcie się uśmiechnęła. Wielkie wyszczuplające lustro poprawiło humor zarówno jej, jak i wchodzącej za nią kobiecie. Wróciła do stolika, zamówiła dodatkowy deser i spokojnie delektowała się nim. „Trudno” – pomyślała – „są miejsca, do których nie można się przyczepić. Pierwszy raz opiszę lokal i potrawy, używając tylko samych, zasłużonych zresztą, pochwał”.

Autor: Ewa Damentka

Na wietrze – 36

Na wietrze z gracją i wdziękiem tańczył żółty liść, a na nim leżała kolorowa frotka do włosów, która zsunęła się z włosów małej dziewczynki spacerującej z rodzicami. Zaalarmowani rodzice razem z córeczką rozglądali się uważnie i szukali na ziemi zgubionej frotki. Tymczasem wiatr żartowniś zakręcił żółtym liściem i frotka spadła prosto na łysinę taty. Rozbawiło to dorosłych, a mała dziewczynka była szczęśliwa, bo bardzo lubiła tę frotkę. Wiatr z uśmiechem przyglądał się tej scenie, a potem pofrunął dalej. Liść pofrunął razem z nim, bo bardzo chciał zwiedzić tyle świata, ile to możliwe.

Autor: Ewa Damentka

Na wietrze – 34

Na wietrze z gracją i wdziękiem tańczył żółty liść, a na nim leżała kropelka wody. Nie wiadomo, jak znalazła się na listku. Liściowi nie przeszkadzała. Nawet cieszył się, że ma pasażera na gapę. Wiatr też potraktował kropelkę łaskawie i uważnie. Z wielką delikatnością unosił liść, by podróż trwała jak najdłużej. Kropelka po chwili wyparowała w promieniach słońca, a wiatr i liść posmutniały, jakby im czegoś brakowało. Zaczęli więc tańczyć bardziej odważnie, jakby chcieli się w tym tańcu zapamiętać. Słońce zobaczyło ich troskę i uśmiechnęło się. Przywołało chmurkę i poprosiło, by skropiła kropelkami deszczu wiatr i liść. One poweselały, gdy poczuły pieszczotę małych kropelek, i znowu zaczęły tańczyć delikatnie, żeby kropelki czuły się zaopiekowane i bezpieczne.

Autor: Ewa Damentka

To kiedyś musiało – 9

To kiedyś musiało się stać, wreszcie stanęliśmy oko w oko z wrogiem. Zjednoczona armia świata przygotowała się, żeby pokonać najeźdźcę. Gdy bitewny kurz rozwiał się, okazało się, że stoimy przed wielkim lustrem. Po wrogu nie było śladu. Byliśmy tylko my. Co robić? Walczyć dalej, czy budować pokój na Ziemi? Politycy długo debatują i jeszcze nic nie wymyślili. Ludzie próbują się organizować po swojemu. Jedni schowali broń do komórki i starają się normalnie żyć. Inni pilnie ćwiczą, żeby nie wyjść z wprawy. Jeszcze inni zostali bandytami lub prowadzą wojny i wojenki z sąsiadami. Każdy robi to, co umie. Pewnie na chwilę obudzimy się, gdy znowu do nas dotrze, że ludzkość jest swoim największym wrogiem. Ale czy obudzimy się zupełnie? Nie wiem, tylko nam nadzieję, że tak, że kiedyś oprzytomniejemy i zaczniemy rozwiązywać własne problemy, że nauczymy się żyć w spokoju i w pokoju. Ziemi wystarczy dla wszystkich, to my musimy wychować samych siebie.

Autor: Ewa Damentka

Na wietrze – 32

Na wietrze z gracją i wdziękiem tańczył żółty liść, a na nim znajdował się list, który wiewiórki napisały do Zimy, prosząc, żeby trochę opóźniła swoje przyjście, bo one jeszcze nie zdążyły dobrze zaopatrzyć swoich spiżarni. Zima zmarszczyła brwi, gdy wiatr dostarczy list, bo uznała, że wiewiórki zmarnowały dużo czasu pisząc list przy pomocy sosnowych igiełek, którymi nakłuwały żółty liść. Wiatr wytłumaczył jej jednak, że list pisała tylko jedna wiewiórka, a inne w tym czasie zbierały orzeszki dla siebie i dla niej. Zima uśmiechnęła się łaskawie i ucięła sobie dłuższą drzemkę. Obudziła się po dwóch tygodniach i znowu zajęła się przygotowaniami do swojego nadejścia i kilkumiesięcznego panowania na świecie.

Autor: Ewa Damentka