To kiedyś musiało – 26

To kiedyś musiało się stać. Siedmioletnia dziewczynka siedziała przy stole. Mama podsunęła jej talerz zupy. Dziewczynka zaczęła jeść. Mama pytająco popatrzyła na ojca dziewczynki, który siedział po przeciwnej stronie stołu. Wkrótce przyszło drugie danie. Dziewczynka bez żadnych protestów zaczęła je jeść. Wtedy mama popatrzyła na dobrze zbudowanego mężczyznę, który siedział przy sąsiednim stoliku. Od czasu do czasu przenosił wzrok znad swojego talerza i uśmiechał się dobrotliwie. Dziewczynka przystąpiła do deseru składającego się z dwóch naleśników. Wtedy Mama dziewczynki zwróciła się do korpulentnego mężczyzny i powiedziała: „Panie Adamie, jak Pan to robi? Dziękuję Panu”.

dla Adama napisał Dżony

Pewien smuteczek – 23

Pewien smuteczek postanowił dorosnąć, bo myślał, że wtedy otoczenie zacznie traktować go poważnie. Ponieważ nie wiedział, jak to zrobić, głęboko się zastanowił i uświadomił sobie, że nie jest samoistnym smuteczkiem, tylko jest smuteczkiem Pawła, a zatem musi dostosować się do swojego właściciela. Ponieważ Paweł jest człowiekiem o dużej pogodzie ducha, więc smuteczek pomyślał sobie, że będzie traktowany poważnie tylko wtedy, kiedy przestanie być smutkiem, a zacznie być poważny, zgodnie z zaleceniami premiera Millera. I od tej pory smuteczek stał się powagą i wszyscy traktowali go poważnie. A Paweł zachował swoją pogodę ducha.

dla Pawła napisał Dżony

Zatłoczony autobus – 20

Zatłoczony autobus podjechał na przystanek. Zmarznięci ludzie wsiedli do niego, a wśród nich Krzysztof. Kiedy autobus podjechał pod gmach Instytutu, Krzysztof wysiadł.

Z zewnątrz wszystko wyglądało normalnie. Krzysztof zdumiał się, kiedy po otwarciu drzwi, w holu, zastał dyrektora. Oprócz dyrektora była tam znaczna liczba osób. Można by rzec, cały Instytut.

Dyrektor wyciągnął w stroną Krzysztofa dłoń i, potrząsając jego ręką, powiedział: „Gratuluję panie Krzysztofie. Pańska praca wygrała konkurs”. Rozległy się gromkie brawa. Wkrótce ustawiła się kolejka chętnych do złożenia gratulacji.

Na samym początku kolejki stanęli naukowi antagoniści Krzysztofa. Kiedy już wszyscy panowie złożyli gratulacje, do Krzysztofa podeszła pani Halinka, mówiąc: „Panie Krzysztofie, ja zawsze w pana wierzyłam”.

dla Krzysztofa napisał Dżony