Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich latały chrząszcze. W pobliżu placu znajdował się duży park porośnięty krzewami i zaroślami. Na liściach drzew, na obrzeżach krzewów i żywopłotów, wśród wysokich bylin i w wilgotnej trawie miały kryjówki świetliki. Zbliżała się czerwcowa świętojańska noc. Małe chrząszcze mają wtedy gody i z miłości świecą jak małe latarenki, tworząc wspaniały świetlisty teatr zalotów.
Autor: Danuta Majorkiewicz