To kiedyś musiało – 1

To kiedyś musiało się stać. Młody chłopiec chciał popływać kajakiem, ale jednocześnie nie chciał rozstać się ze swoim rowerem. Wsadził więc rower na kajak i próbował kręcić pedałami, bo myślał, że dzięki temu kajak popłynie. Niestety, tak się nie stało. Medytował, kombinował i nie wymyślił żadnego sposobu, by jeździć na rowerze i jednocześnie pływać kajakiem. W końcu posłuchał rady dziadka, by rozłączyć te przyjemności. Dziadek wytłumaczył mu, że jest czas na rower, jest czas na kajak i jest czas na lody. Każda z tych czynności wymaga uwagi i skupienia. W nagrodę – gdy chłopiec już pojeździł na rowerze, a potem popłynął kajakiem – wieczorem dziadek zabrał go na lody do ich ulubionej lodziarni.

dla Adama napisała Ewa Damentka

Na marmurowym blacie – 87

Na marmurowym blacie leżała otwarta stara księga. Jej karty to autobiografia kobiety. Pisała o swoim życiu, o dochodzeniu do prawdy o sobie. O otwieraniu się. O budowaniu ciekawości poznawania siebie i radości z poznawania. Radości dokonywania przemiany drobnymi krokami, aż do osiągnięcia pełnej transformacji.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Przydrożny kamień – 43

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy z uwagą wsłuchiwał się w to, co mu opowiadali. A mówili ciekawie o swoim życiu, o swych podróżach. Dzielili się z nim swoją dobrą energią. Wiedzieli, że słucha ich z ciekawością, więc ich myśli były lekkie i swobodne. A kamień czuł się jak archiwista, w którego archiwum jest mnóstwo wiedzy niedostępnej nikomu innemu.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Wojskowa parada – 42

Wojskowa parada przyciągnęła tłumy. Żołnierze prezentowali się wspaniale. Donośne bębny nadawały rytm, a ludzie przyglądali się temu z wielką przyjemnością. Zaraza wreszcie skończyła się. Znowu można było wychodzić na dwór, witać się z ludźmi i brać udział w tłumnych imprezach. Ludzie oddychali głęboko i czuli wolność, prawdziwą wolność.

Autor: Ewa Damentka

Na wietrze – 27

Na wietrze z gracją i wdziękiem tańczył żółty liść, a na nim spokojnie leżało kilkuletnie dziecko. Patrzyłam na to ze zdziwieniem. Już wcześniej widziałam zdjęcia liści nenufarów tak dużych, że dzieci z łatwością się na nich mieściły. Teraz pierwszy raz widziałam taki duży liść unoszony przez wiatr. Dziecko zachowywało się spokojnie i z ciekawością przyglądało się okolicy. Potem, gdy liść opadł na ziemię, dziecko pobiegło do swojej mamy, a jego miejsce zajęło kolejne dziecko. Cała wieś miała zabawę, a wiatr sprawiedliwie przewoził wszystkie dzieci z tej wioski i z najbliższej okolicy. Potem dmuchnął na pożegnanie i poleciał dalej. Inne dzieci też pragną się bawić, a on z radością im tej zabawy dostarczał.

Autor: Ewa Damentka

Rozległa pustynia – 46

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który przemierzał pustynię pewnym krokiem. W tę i z powrotem. Wiele razy. Mimo że pustynia pod wpływem wiatru zmieniała kształt, odnajdywał właściwą drogę, by doprowadzić turystów do oazy.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Na wietrze – 26

Na wietrze z gracją i wdziękiem tańczył żółty liść, a na nim a na nim, błyszcząca zieleń. Niby skąd? Ano z Przyrody. Z tej Przyrody najbliższej, polnej i lesistej. Z tej Przyrody, która posiada wszystkie kolory i deszcz, i słońce, i… wszystko. Wspomniany wiatr wprawiał przyrodę w ruch. Kręcił drzewami i smagał bujne połacie traw. Ludzie, co poniektórzy, z uwagą obserwowali to naturalne piękno. Jak można się domyślać, byli wdzięczni za to, co jest. Owa sceneria przyrody, zapodziała gdzieś zwierzęta. W tej odsłonie nie były one potrzebne. Tylko w tle słychać gdzieś było brzmienie owadów.

Autor: Adam