Na wietrze – 23

Na wietrze z gracją i wdziękiem tańczył żółty liść, a na nim leżało cichutkie westchnienie dziecka, które martwiło się zdrowiem swojej mamy. Wiatr zabrał to westchnienie z dziecinnego pokoiku, położył na liściu, a teraz razem z nim szybował prosto do nieba, by zanieść tam troskę i modlitwę niewinnego serduszka. Prośba została wysłuchana. Choroba cofnęła się i mama wróciła do zdrowia, do życia i z radością zajmowała się swoimi dziećmi. Ucieszony wiatr przez kolejne dni zanosił do nieba liście z podziękowaniem i wdzięcznością małego dziecka. Wiatr zainteresował się tym maluszkiem i często go odwiedzał. Bardzo go polubił, a maluszek lubił jego. Ta sympatia towarzyszyła mu przez całe życie, do późnej starości. Zawsze traktował wiatr jak przyjaciela, a wiatr starał się jak mógł, żeby pokazać człowiekowi swoją stałą, choć wietrzną z natury, przyjaźń.

Autor: Ewa Damentka