Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr spod kopyt koni i płóz sań jadących leśną drogą, wśród sosen okrytych kopami śniegu, które wyglądały jak młode panny w bieli. Z gałęzi poruszanych przez lekki wiatr spadały drobiny śniegu mieniące się w słońcu barwami tęczy. Świat wyglądał jak z bajki. Woźnica strzelał z bata i wołał: „wio, koniki wio”. Konie pędziły przez zaśnieżone ostępy leśne ku radości uczestników kuligu, którzy z rumieńcami na twarzach pokrzykiwali za woźnicą: „wio, wio”.
Autor: Danuta Majorkiewicz