Zatłoczony autobus podjechał na przystanek. Zmarznięci ludzie jednak nie dali rady do niego wsiąść, a z autobusu nikomu nie udało się wysiąść, choć widać było, że niektórzy ludzie próbowali. Autobus postał chwilę i ruszył dalej. Jeździł tak przez godzinę lub dłużej. Na pętli autobusowej wypuścił wszystkich pasażerów, a gdy kierowca wysiadł z niego, żeby zgłosić jego usterkę dyspozytorowi, autobus zamknął wszystkie drzwi. Zawarczał chwilę, zamilkł, a potem cichutko ruszył w podróż dookoła świata. Widziano go w wielu miejscach. Czasami kogoś przewoził, ale robił to rzadko i niechętnie. Stawał się coraz większym samotnikiem. Rozglądał się, gdzie będzie mu dobrze. Ostatecznie zdecydował się na malutką osadę rybacką, gdzieś na końcu świata. Rozmawia z falami, morzem, wiatrem i z małymi dziećmi. Czasami zabierał dzieciaki i ich rodziców na krótkie przejażdżki. Czasami pozwala małym fokom, by w nim nocowały. Fokom to też odpowiada. Ostatnio zainteresowały się autobusem małe pingwiny. Mają nadzieję, że kiedyś też pozwoli im wejść do środka. Morskie stworzenia opowiadają o nim legendy, więc do malutkiej osady zagląda coraz więcej syren i trytonów. Morskie stworzenia i ludzie polubili tego dziwaka, więc pozwalają mu żyć po swojemu. Autobus bardzo chwali sobie takie życie. Czas płynie tu leniwie i to mu bardzo odpowiada.
Autor: Ewa Damentka